Blog

Miejsce, w którym dzielę się swoimi spostrzeżeniami ze świata front-endu i biegania. Serce tej strony!

WakaTime – ulubione narzędzie #1

Postanowiłem stworzyć serię wpisów o narzędziach programistycznych, z których korzystam podczas codziennej nauki. Dzisiaj będzie o programie, który nie pomaga w samym kodowaniu, lecz pozwala w sposób przyjazny dla oka spojrzeć, ile czasu tak naprawdę spędzamy nad edytorem kodu. Tym narzędziem jest WakaTime!

 

Jak wygląda integracja WakaTime z moim edytorem kodu?

Po darmowej rejestracji wystarczy pobrać klucz API, który jest dostępny w ustawieniach profilu WakaTime. W ten sposób możemy jednoznacznie powiązać nasze konto z edytorem kodu. Jest to wręcz banalne zadanie, które zajmuje mniej niż 2 minuty. Następnie wystarczy restart edytora kodu i od tego momentu dane spływają bezpośrednio do naszego panelu. Wykresy są bardzo proste, ale właśnie przez swoją prostotę są tak genialne!

 

Jakie są najważniejsze zalety WakaTime?

Myślę, że najważniejszą zaletą jest możliwość zobaczenia „efektywnego czasu pracy” (aplikacja zlicza czas tylko wtedy, kiedy mamy odpalony nasz edytor kodu). Pozwala to z pewnością zoptymalizować czas, którego i tak zapewne mamy bardzo mało.

Drugą zaletą dla mnie jest rywalizacja z samym sobą. Możemy sobie ustalić dzienny próg godzin, który powinniśmy przeznaczyć na pracę z kodem. Po ustaleniu takiego progu można łatwo porównać, czy rzeczywiście trzymaliśmy się naszych ustaleń, czy oszukiwaliśmy samych siebie. 🙂

Trzecią zaletą jest ciągłe poszerzanie edytorów, które mają integrację z WakaTime. Na liście znajdują się już: VS Code, Aptana, Brackets czy Atom, a w kolejce czekają już następne!

Za co kocham WakaTime?

Przede wszystkim za to, że aplikacja działa w tle. Nie trzeba jej uruchamiać, bo ona najzwyczajniej w świecie działa bez naszej ingerencji. Pod koniec dnia tylko i wyłącznie z ciekawości mogę przejść do panelu i zobaczyć ile godzin spędziłem dziś nad kodem! Jeszcze pamiętam, że jakiś czas temu odpalałem stoper online i zapisywałem na kartce, ile czasu spędziłem nad kodem danego dnia. Było to strasznie upierdliwe!

Opis pierwszego narzędzia za mną! Tak jak wspomniałem na początku, wpis ten jest zapoczątkowaniem serii o narzędziach, gdyż powiedzmy sobie szczerze, nie tylko kodem programista żyje (znaczy nie powinien :)).

Co kolekcjonuję po każdych zawodach?

Prawda jest taka, że startowanie w biegach długodystansowych to nie tylko walka ze samym sobą i z czasem, ale również bardzo miły akcent, jakim jest meta i wszystkie rzeczy z tym związane. Jakie rzeczy mam na myśli?

W 95% biegów, w jakich miałem okazję wystartować, dostaje się dwa nieodzowne elementy każdego biegacza, czyli numer startowy oraz medal po zakończonym biegu. Kilka lat temu postanowiłem sobie, że będę je kolekcjonował. W momencie pisania tego artykułu posiadam ok. 20 medali i numerów startowych. Jest tego niewiele, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że ta ilość będzie rosła z roku na rok!

Tak się składa, że kilka miesięcy temu zrobiłem zdjęcie moich numerów startowych. Pokazałem je powyżej, aby nie być gołosłownym. 🙂 Od razu wspomnę, że nie są to wszystkie numery, które posiadam. W sumie nie pamiętam, dlaczego nie cyknąłem foty wszystkich…

Po co to kolekcjonuję? Za kilkadziesiąt lat chciałbym pokazać moim wnukom, że dziadek Mariusz również miał swoje pasje. Drugim powodem jest stworzenie ścianki, na której będę mógł zawiesić wszystkie moje medale i numery startowe. Będzie to taki „kącik chwały”, który myślę, że może zrobić wrażenie na osobie niebiegającej. Chcę również, aby było to miejsce, na które będę mógł spojrzeć w chwilach zwątpienia nie tylko w „życiu sportowca”, jak i życiu normalnego człowieka.

Czy tylko ja tak robię? Zdecydowanie nie. Znam wielu biegaczy, którzy kolekcjonują medale i numery startowe już od kilkunastu lat i mają ich naprawdę sporo. Gdyby oddać do skupu złomu ich medale, myślę, że mogliby zarobić ciekawą sumkę :). Rzecz jasna, żaden biegacz nie zgodzi się na to, aby te wszystkie wspomnienia i wyniki zamienić na pieniądze.

Znam jednak też część biegaczy, którzy nie przywiązują wagi do takich rzeczy. Dla nich liczy się tylko wynik i kartka papieru z numerem startowym nie robi na nich żadnego wrażenia. No cóż, ja bym tak nie mógł. 🙂

Do następnego!

 

Główna wada nauki Bootstrapa

Bootstrap – idealny framework dla leniuchów. Tak mogę go dziś opisać. Jednak kiedy zaczynałem swoją przygodę z front-endem uważałem, że jest on wręcz idealny. Po co znać czystego CSS-a skoro dzięki Bootstrapowi, możemy to samo osiągnąć w 2 minuty? I to był właśnie błąd!

(więcej…)

Input vs. output

W swoim życiu do programowania podchodziłem dwukrotnie. Za pierwszym razem nie powiodło się, ale dochodzę do wniosku, dlaczego tak było. Chęci były, materiały były, czas był. Zabrakło tylko jednej rzeczy, o której wspomnę poniżej.

(więcej…)

Zaczynamy!

16.06.2018 godz. 02:05… Rozpoczynam przygodę z pisaniem bloga o moich dwóch pasjach: programowaniu i bieganiu. Nie jest to jednak zwyczajny blog. Nie zależy mi na ciągłym poszerzaniu grona odbiorców. Ba, jeżeli chociaż jedna osoba wejdzie na tę stronę, będę cieszył się jak dziecko! O pozostawionym, chociażby jednym komentarzu nawet nie wspomnę. 🙂

(więcej…)