Krótka relacja z XIX Toyota Półmaraton Wałbrzych 2018

Co tu długo będę owijał w bawełnę. Był to najcięższy półmaraton, jaki kiedykolwiek miałem „przyjemność” pokonać. Morderczy upał, walka z chorobą, nieziemskie podbiegi. Po kolei jednak!

Do Wałbrzycha mam prawie 300 km, więc postanowiłem udać się tam FlixBusem (do Wrocławia) i pociągiem. Po punktualnym dostarczeniu mnie do tego miasta odebrałem swój pakiet startowy, zjadłem kolację i poszedłem spać. Tak jest, 6h podróży dało mi się w kość i musiałem odpocząć.

O poranku byłem w szoku. Naprawdę czułem się wyspany, choć w nocy budziłem się średnio co godzinę. Szybka toaleta, sprawy organizacyjne i udałem się na linię startu. Już sama droga na start nieźle mnie przeraziła. Aby wejść teren rynku, należało iść praktycznie cały czas pod górę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem :). Był to jednak przedsmak tego co mnie czeka.

Sama trasa posiadała dwie pętle, także po pierwszej pętli wiedziałem już, co mnie czeka. Ok, start! Pierwsze 2 km przebiegły w bardzo fajnej atmosferze. Dużo kibiców, praktycznie same zbiegi, także super. Problem zaczął się na 4 km kiedy natrafiłem na pierwszy podbieg. Całe szczęście był on w cieniu, także nie było źle. Drugi podbieg miał miejsce na 7 km i tam to był hardcore! 1,5 km podbiegu w 30 stopniowym upale na pełnym słońcu. To była masakra! O drugiej pętli chyba nawet nie muszę wspominać 🙂

Półmaraton ukończyłem z bardzo kiepskim wynikiem 02:22:31, co jest zdecydowanie poniżej moich oczekiwań, ale patrząc na pogodę, moją walkę z przeziębieniem oraz górski charakter trasy, mogę pozytywnie patrzeć w przyszłość, gdzie czekają mnie już tylko biegi na płaskim terenie.

Co na plus:

– piękne krajobrazy

– bogate bufety na trasie

– kurtyny wodne

 

Co na minus:

– nocleg w ścisku

– zabójcza trasa

– niestety brzydkie miasto

 

Wychodzi pół na pół, ale sam wyjazd oceniam jako bardzo udany i mam nadzieję, że wrócę jeszcze kiedyś do Wałbrzycha. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × 3 =